Eindhoven: Miasto Philipsa, pieszych i rowerzystów

Do Eindhoven trafiłem trochę przypadkiem. Miałem spotkanie służbowe w Nijmegen, a z Krakowa najłatwiej dotrzeć tam właśnie przez Eindhoven. Trochę byłem zawiedziony, że nie przez Amsterdam, a wyobrażenie o dużym, przemysłowym mieście, w którym nie ma nic ciekawego było głęboko we mnie zakorzenione. Eindhoven kojarzyłem tylko z klubem piłkarskim PSV. I co?

Eindhoven nocą

I po wylądowaniu, a w zasadzie po wyjściu z głównego dworca kolejowego zostałem całkiem pozytywnie zaskoczony. W samym środku wielkiego (jak na Holandię) miasta, prym wiodą przechodnie i rowerzyści. Od razu w oczy rzuca się brak korków, w zasadzie brak samochodów, szerokie (baaaardzo szerokie) chodniki i jeszcze szersze deptaki.

Przypominam, że jesteśmy w mieście typowo przemysłowym. Mieszka tu jakieś 230 tysięcy ludzi (pi razy oko Gdynia, Radom czy Sosnowiec), a ze świecą szukać wielkich arterii, korków i spalin. Eindhoven to przykład, że się da.

Eindhoven nocą

Miasto wielu kultur

Drugie spostrzeżenie? Miasto niezwykle różnorodne pod względem mieszkańców. Na ulicy spotkać można ludzi we wszystkich odcieniach skóry. Rzuca się to w oczy nawet bardziej niż w Londynie czy Paryżu. Co ciekawe, po przysłuchaniu się… większość rozmawia w języku niderlandzkim. Po zastanowieniu się, Holendrzy przecież także podbijali świat na swoich okrętach głównie handlowych, a ich terytoria zamorskie rozciągały się od Karaibów po Azję Południowo-Wschodnią. W sumie więc nie powinno mnie to dziwić.

Trzecie spostrzeżenie na szybko? Centrum jest stosunkowo niewielkie. Wszystkie atrakcje i najważniejsze miejsca miasta można obejść pieszo, a chodzi się przyjemnie, bo przecież nie ma aut!

Eindhoven to miasto idealne na jednodniowy wypad, zwłaszcza, że rozkłady lotów na to pozwalają. Co prawda ani tulipanów, ani wiatraków tu nie znajdziecie, ale już holenderskiego sera można spróbować.

Eindhoven nocąW lecie, kafejki i restauracje działają do późnych godzin nocnych

Co zobaczyć w Eindhoven?

Centrum Eindhoven skupia się wokół placu zwanego “Markt”. Łatwo się domyślić co ta nazwa oznacza. Na placu zawsze roi się od ludzi, gdyż zapełniają go restauracje i bary ze swoimi ogródkami. Przynajmniej w lecie (byłem w sierpniu), Markt i pobliskie ulice są pełne do późnych godzin nocnych.

Zresztą inne ulice centrum są podobnie usiane kafejkami i knajpami. Ludzie przyjeżdżają do nich na rowerach, których w mieście jest mnóstwo. Jak przeglądam fotografie, które zrobiłem, to tam też jest mnóstwo rowerów. Chyba nawet za dużo.

Z dworca kolejowego do Marktu dojdziemy jednym z wielu deptaków, a najszybciej ulicą Hermanus Boexstraat.

Jednak pierwsze co rzuca się w oczy po wyjściu z dworca głównego to plac 18 Sierpnia z futurystycznymi kopułami. W środku znajdują się sklepy, choć początkowo myślałem, że są to jakieś tajne wejścia do podziemi.

Plac oczywiście zamknięty dla ruchu samochodów, a na placu rozkłada się targ np. staroci. Akurat podczas mojej wizyty można było kupić stare winyle wszelkiej maści.

MarktMarkt – główny plac miasta
Dworzec kolejowy w EindhovenDworzec kolejowy w Eindhoven
Plac 18 SierpniaPlac 18 Sierpnia

Place i kościoły

Kolejnym charakterystycznym placem miasta jest Catharinaplein, który nazwę zawdzięcza kościołowi pw. św. Katarzyny. Gotycka budowla wyróżnia się strzelistymi wieżami, a w środku… akurat był jakiś piknik. Tak… zgniły zachód zamienił kościoły na księgarnie i restauracje.

Na Catharinaplein można chwilę odpocząć w cieniu drzew. Wiele osób siedzi na ławeczkach czytając, część przegląda lokalne wyroby sprzedawane tuż przed kościołem – sery (a jakże!), miody, dżemy czy warzywa z przydomowych ogródków. Tanio nie jest. A część ze sprzedawców mówi płynnie po polsku.

Tanio nie jest także w pobliskiej galerii handlowej o nazwie Heuvel. Można spróbować jednak coś wygrać w mieszczącym się w niej kasynie, a po wygranej ruszyć na zakupy. Powodzenia.

Holenderskie sery
Kościół św.Katarzyny w EindhovenPiknik pod kościołem pw.św.Katarzyny
Wnętrze kościoła św.KatarzynyWnętrze tegoż kościoła

Muzeum Van Abbe

Ja ruszyłem w przeciwną stronę, nad rzekę Dommel, której wybrzeże jest przyjemnie zagospodarowane, a tuż nad (a w zasadzie i w wodzie) stoi nieprzeciętny gmach muzeum Van Abbe. Muzeum skrywa dzieła sztuki współczesnej, głównie artystów holenderskich i belgijskich.

Niestety ze sztuką współczesną mi nie po drodze (uważam, że jestem na nią za głupi), więc po krótkim spacerze w przyjemnych okolicznościach przyrody (w wielkim, przemysłowym mieście!) wracam w stronę centrum i zmierzam do jedynego punktu miasta, o którym wiedziałem na długo przed wizytą w Eindhoven.

Stadion PSV znajduje się w północno-zachodniej części obwodnicy, na piechotę od centrum. Czerwono-białe barwy witają miłośników futbolu z daleka. Stadion można zwiedzać po wykupieniu wstępu do muzeum. Wewnątrz jest także sklep z pamiątkami oraz całkiem przyjemna kawiarnia.

Muzeum Van AbbeGmach Muzeum Van Abbe
Stadion Philipsa
Stadion PSV EindhovenMuzeum PSV EindhovenStadion Philipsa

Miasto Philipsa

Philips Sport Vereniging powstał jako klub miejscowej firmy, która z czasem przekształciła się w światowego giganta. Zresztą klub także urósł w siłę i jest wielokrotnym mistrzem Holandii i zdobywcą Pucharu Mistrzów (poprzednika Ligi Mistrzów).

Philips jako przedsiębiorstwo przekształciło także całe miasto. Z małej wioski robotniczej do wielkiego miasta przemysłowego. Eindhoven w zasadzie wszystko zawdzięcza tejże firmie, a konkretnie dwóm braciom – Gerard i Anton Philips wraz z ojcem Frederikiem, założyli w Eindhoven fabrykę żarówek.

Był koniec XIX wieku i świat powoli przechodził na elektryczność. Panowie wstrzelili się w rynek z niesamowitą siłą, a jednym z ich pierwszych, dużych klientów był car Rosji, który zlecił Philipsom wymianę wszystkich żyrandoli w swoim pałacu.

Przez ostatnie sto lat firma rodzinna stała się międzynarodową korporacją, a poza żarówkami, Philips produkował wszelkiego rodzaju sprzęty elektryczne, od radia po tomografy. Wiele z tych wynalazków można dziś oglądać w Muzeum Philipsa, które zostało założone w pierwotnej fabryce.

Ulice Eindhoven Zobacz fotorelację z ulic Eindhoven!

W Muzeum Philipsa i nie tylko

Muzeum prowadzi nas przez historię firmy, filmami, zdjęciami i ekspozycjami dawnych sprzętów i teraźniejszych innowacji (w tym wirtualna rzeczywistość). Z pewnością warte odwiedzenia!

A od stadionu (notabene Philips Stadion) do Muzeum Philipsa można dojść na butach w paręnaście minut (chwilę tylko wzdłuż drogi z samochodami). Bilet wstępu kosztuje 9 euro, a wstęp na stadion Philipsa to koszt 16,50 euro.

Miasto Philipsa
Muzeum PhilipsaRekonstrukcja pierwszej fabryki w Muzeum Philipsa
Muzeum PhilipsaPomieszczenie ze sprzętem marki Philips w tymże muzeum

Kolejna wielką firmą z siedzibą w Eindhoven jest DAF – producent samochodów ciężarowych. A kolejną atrakcją miasta jest muzeum tejże firmy, w której możecie podziwiać stare (i nowe) samochody tejże marki.

Do muzeum DAF dojdziemy (pieszo!) wzdłuż wspomnianej już rzeki Dommel od wspomnianego już Muzeum Van Abbe w jakieś 10 minut. Całkiem nieźle jak na duże, przemysłowe miasto, nie?

Warto?

W ogóle te dwa epitety duże i przemysłowe chyba jednak do Eindhoven nie do końca pasują. To miasto ma jednak charakter dość kompaktowy. Królują w nim piesi i rowery, małe odległości, czyste powietrze. Naprawdę fajny cel na jednodniówkę, bo na dłużej to raczej nie. No chyba, że do mieszkania, bo to miasto oddane mieszkańcom. Patrz i ucz się Krakowie!



Zobacz także

Scroll Up