Pogorzelica: Trochę sentymentalna podróż (także w czasie) nad Bałtyk

Pogorzelica to niewielka wieś w województwie Zachodniopomorskim, 50 kilometrów na wschód od Międzyzdrojów. Liczy zaledwie 131 mieszkańców, ale co lato zalewa ją morze turystów chcących skorzystać z tutejszych pięknych plaż i oferty wakacyjnej. Nazwa ta pewnie nic Wam nie mówi… Mi kojarzy się z sielskim dzieciństwem. Przyjeżdżałem tu z rodzicami na obozy harcerskie. Wadowicka chorągiew ZHP do dziś ma tu swoją bazę. Wizyta w Pogorzelicy po 20 latach była podróżą w czasie, trochę sentymentalną, a zmiany jakie tu zaszły trochę odzwierciedlają zmiany ostatnich 20 lat w całym kraju.

Morze Bałtyckie

Niektóre miejsca jakie były – takie są. Pamiętam ten wjazd do Pogorzelicy. Ten znak i przejazd kolejowy. Te tory kolei wąskotorowej, która pod koniec XIX wieku połączyła Gryfice z Trzebiatowem. Pamiętam ten kościół w środku lasu, gdzie jako dzieci chodziliśmy na niedzielną mszę.

Pamiętam też drogę jaką przebywaliśmy idąc nad morze. Chwilę przez las, potem ulicą, dziurawym chodnikiem, obok hotelu “Bocianie Gniazdo”, przez mało ruchliwą ulicę i na promenadę.

Z jednej strony promenady był jakiś targ. Z drugiej – knajpa o wdzięcznej nazwie “Laguna”. Pamiętam, że koło knajpy był automat do wyłapywania maskotek. Kiedyś wujek zasypał nas stosem takich maskotek z tegoż automatu. Nikomu innemu wyciąganie się nie udawało.

20 lat później kościół jak stał, tak stoi. Niedaleko jednak urosły bloki. Dość fantazyjne w kształcie, o lokalizacji nie wspominając. Tak jak kościół, stoją w środku lasu…

Drewniane budynki bazy ZHP też stoją. I droga przez las jest podobna, a potem… nowiutki chodnik, kostka brukowa, mnóstwo nowych budynków – wszystko ośrodki wczasowe. Bocianie Gniazdo tylko stoi odrapane. Przynajmniej z zewnątrz budynek od 20 lat raczej się nie zmienił.

A dalej już jest ta sama ulica, ale ruchliwa jak sto diabli. A wzdłuż niej kolejne bloki… bloki… bloki… Każdy inny. Jedno osiedle ogrodzone, drugie otwarte. Jedno się buduje, a drugie już pełne ludzi. Bloki… stały element krajobrazu nowoczesnej Polski.

Promenada także już całkiem nowa –  wybrukowana. Z jednej strony plac zabaw pełen fantazyjnych sprzętów, a z drugiej trochę świeżych budynków – każdy innego koloru oczywiście. Jeden wciąż nazywa się “Laguna”, ale z budą, która tu wcześniej stała niewiele ma wspólnego – poza tym, że wciąż można się napić tu piwa…

Baza ZHP WadowiceBaza harcerska, gdzie w dzieciństwie spędzałem z rodzicami wakacje
Bloki w PogorzelicyW tej niewielkiej wsi jest zadziwiająco wiele bloków…
Bloki w środku lasu…także w środku lasu…
Budowa w Pogorzelicy…i wciąż się budują

Tylko dalej nic się nie zmieniło. Złote wydmy, piasek, morze…

Morze Bałtyckie

Plaża w Pogorzelicy jest przepiękna. Zresztą otrzymała błękitną flagę. Z plaży widać latarnię morską w pobliskim Niechorzu. Tam też ostatni raz byłem 20 lat temu z tatą. I w Trzęsaczu, który leży trochę dalej. Słynie na całą Polskę z ruin kościoła, które wiele lat temu stał kilometr od morza, a dziś ostatni mur stoi na klifie.

W szkole mówiono mi, żebym zapamiętał ten mur, bo jak dorosnę, to go już nie będzie. Cóż… władze zadbały o to, żebym jeszcze go zobaczył i pokazał dziecku. Kościół jest zabezpieczony i można go podziwiać ze specjalnej platformy widokowej.

Ruiny kościoła w Trzęsaczu

Za to okolica nie do poznania. Niegdyś nie było tu nic. Dzisiaj biznes kwitnie. Restauracja, knajpa, buda z pamiątkami, sklep z pamiątkami. Każdy z innej bajki, innego koloru, do kupienia szmelc, mydło i powidło, głównie „made in China”. Kiedyś była wata cukrowa – dzisiaj amerykańskie “pankejki”. Kiedyś kotlet schabowy – dzisiaj „prawdziwy amerykański burger”. No i parking za 20 złotych za godzinę. Biznes iz biznes.

Przy słynnej latarni w Niechorzu to samo. Nie pamiętam tych wszystkich budynków, a i one nie pamiętają mnie. Tu też kupimy wszystko i nic. Muszelki, magnesiki, pocztówki, mnóstwo badziewia, które w innych miejscowościach mają tylko nadrukowaną inną nazwę. A wszystko to przy wielkim wybrukowanym (a jakże!) placu.

Jest też jednak coś ciekawego – zwłaszcza jak jesteście z dziećmi. To motylarnia. Niepozorny (i brzydki!) namiot stoi tuż obok latarni, a wewnątrz latają motyle. Nie takie zwykłe. Egzotyczne, wielkie, kolorowe. Niezwykła frajda dla najmłodszych.

Latarnia morska w Niechorzu
Latarnia morska w Niechorzu
Motylarnia w Niechorzu
Motylarnia w NiechorzuMotylarnia w Niechorzu jest frajdą dla najmłodszych
Morze Bałtyckie

Do Trzęsacza i Niechorza, z Pogorzelicy dojedziemy wspomnianą kolejką wąskotorową.  Linię uruchomiono w 1896 roku kiedy wieś leżała jeszcze w granicach Prus i nazywała się Fischerkaten. Kolejka do dziś stanowi jedną z głównych atrakcji turystycznych. Niektóre wagoniki są otwarte i można z nich podziwiać okolicę przy dobrej pogodzie,a maszynista wesoło macha do najmłodszych.

Tory wąskotorówki wyznaczały granicę obozu harcerskiego. Jako dzieci bawiliśmy się na nich w Indian, przystawiając ucho i nasłuchując czy jedzie pociąg. Dzisiaj strach o tym nawet pomyśleć. Nie mieliśmy smartfonów ani tabletów, więc biegaliśmy po lesie, bawiliśmy się w podchody, robiliśmy igrzyska olimpijskie wiosłując w hamaku rurkami od namiotu.

Wstąpiłem zobaczyć czy coś się zmieniło. Drewniane zabudowania stoją dokładnie tak jak stały, tylko cały teren wydaje się jakby mniejszy. Wrażenie to potęguje wyremontowana droga obok, pobliskie bloki i nowoczesne ośrodki w środku lasu. Albo może po prostu wspomnienia go wyolbrzymiły?

Dzisiaj nocujemy  także w środku lasu, ale już nie w namiocie, a w “resorcie”. Nazwy nie warto wspominać – nie polecam. Obok za to jest krajobraz rodem z Czarnobyla. Opuszczone, niszczejące budynki, w które już wrastają drzewa. Parę znaków z zakazem wejścia ze względu na zagrożenie zawalenia i dziury w ogrodzeniu kontrastują z nowoczesnymi ośrodkami w pobliżu.

Pogorzelica jak Czarnobyl
Opuszczony resort
Ruiny Pogorzelicy
Opuszczony hotel

Takich miejsc w Pogorzelicy jest dość sporo. Stoją sobie i niszczeją tuż obok nowoczesnych osiedli. Z jednej strony płotu ruina. Z drugiej – budowa. Wypisane przekleństwa na murach. Dziury w ścianach. A tuż obok nowoczesne, jaskrawo-kolorowe tynki. Wszystko to na łonie natury. W środku sosnowego lasu. W powietrzu wypełnionym jodem. Paręset metrów od pięknej plaży. Ani jedno, ani drugie tu nie pasuje. A wszystko jeszcze ozdobione przaśnymi szyldami z nazwami lokalnych firm, które zazwyczaj kończą się na -ex.

Trochę smutno, trochę wesoło, trochę ładnie, trochę brzydko, zdecydowanie bardzo sentymentalnie czuję się po 20 latach w Pogorzelicy.

A symbolem niech będzie ten słup oklejony reklamami z zatkniętą na szczyt biało-czerwoną flagą…

Polski folklor
Reklamy na płocie
Polski resort wakacyjny
Trzęsacz


Scroll Up