Zimowa wiosna w Beskidzie Niskim

Wiosna w Beskidzie Niskim

Wiosna w Beskidach zaskoczyła nas w tym roku… śniegiem. Prognoza pogody łaskawa nie była, ale ośnieżonych łąk i lasów zdecydowanie się nie spodziewaliśmy. Wybierając Beskid Niski na cel naszej kolejnej wycieczki, liczyliśmy na niezbyt wymagające wędrówki na świeżym, wiosennym powietrzu. No i oczywiście na brak tłumów, które ciągną teraz na krokusy w Chochołowskiej.

To ostatnie było – dzięki pogodzie także. We wsiach okalających Wysową-Zdrój – największe uzdrowisko w regionie – nie było żywej duszy. No bo komu chciałoby się wychodzić na takie zimno? To pierwsze niestety uniemożliwiła pogoda. Padający jeszcze w Gorlicach deszcz, w górach przybrał już kształt białego puchu. I wbrew temu co wyrokował znajomy – puch utrzymał się, zamieniając zielone już łąki i wzgórza w zimową krainę.

Co robić? Co robić, gdy plany krzyżuje pogoda? Gdy pieszą wędrówkę uniemożliwia niespodziewany chłód? Ano poradziliśmy sobie jakoś. I w sumie chyba tylko dzięki temu, że Beskid Niski to nie tylko góry. To także niezwykle ciekawa i osobliwa kraina, w której czai się mnóstwo historii – przede wszystkim łemkowskiej.

Sami Łemkowie zasługują na osobny post i takowy może kiedyś powstanie. Dzisiaj podpowiem Wam tylko co i gdzie można zobaczyć będąc w okolicy (nawet gdy aura jest taka sobie).

Stadnina Koni Huculskich

Zaczęliśmy od wizyty w osławionej stadninie koni huculskich w Regietowie. Ulokowana została w górskim zaciszu, z dala od głównych dróg. Już sam dojazd do niej jest ciekawy. Droga kręci się przez lasy i pagórki, mijamy stare chaty i przydrożne kapliczki. Asfalt o dziwo nowy. Szkoda tylko, że śnieg zaczyna padać coraz mocniej.

Konikom to na szczęście nie przeszkadza. Swobodnie zajadają się sianem na zewnątrz. Na nasz widok z ciekawością podchodzą i wręcz łaszą się, żeby je pogłaskać. Ciekawe kiedy ostatni raz widziały turystów? Poza nami nie ma nikogo – nawet pracowników stadniny.

Konie huculskie są trochę niepozorne, małe, trochę pokraczne, jednak podobno bardzo mocne i wytrzymałe. Te ze stadniny w Regietowie wystąpiły m.in. w filmie Ogniem i Mieczem. Jak sama nazwa wskazuje pochodzą z Huculszczyzny, z dzisiejszej Ukrainy. Przynajmniej filmowo służyły armiom kozackim.

Stadnina Koni HuculskichStadnina Koni Huculskich
Stadnina Koni HuculskichStadnina Koni Huculskich „Gładyszów”

Kraina drewnianych cerkwi

Z Regietowa jedziemy do pobliskiego Kwiatonia. Stoi tutaj jedna z najpiękniejszych cerkwi na całej Łemkowszczyźnie. Drewniana świątynia p.w. św. Paraskewy została wpisana na listę kulturalnego dziedzictwa UNESCO. Zbudowana w stylu zachodniołemkowskim, dzieli się na 3 części: babiniec (pod wieżą), nawa i prezbiterium oddzielone od nawy pięknym ikonostasem. Sklepienie i ściany zdobią piękne polichromie. Na szczęście cerkiew jest otwarta i możemy bez przeszkód ją podziwiać.

Czemu o tym wspominam? Ano… Beskid Niski jest pełen drewnianych cerkwi i z nich słynie. W zasadzie każda wieś ma swoją świątynię prawosławną. Niestety te, które mijaliśmy wcześniej, czy to w Wysowej, czy w Hańczowej, czy w Skwirtnem – były zamknięte.

Z pewnością warto się wybrać w okolice tylko dla tutejszych cerkwi. Poza wspomnianą w Kwiatoniu, jeszcze kilka zostało docenionych przez UNESCO. A to, w dobie Internetu momentalnie ściąga turystów nawet do tak zapomnianych miejsc jakim niewątpliwie był (jest jeszcze?) Beskid Niski.

Cerkiew pw.św.Paraskewy w KwiatoniuWnętrze cerkwi w Kwiatoniu

W poszukiwaniu Łemków

Z Kwiatonia blisko już do Uścia Gorlickiego – siedziby gminy, w której ponad połowę mieszkańców stanowią Łemkowie. W samym centrum wsi jest pomnik im poświęcony. Parę kilometrów na północ od Uścia, w miejscowości Łosie, jest też skansen łemkowski, zorganizowany w dawnej zagrodzie maziarskiej. Z racji średnio urodzajnej gleby, Łemkowie trudnili się głównie rzemiosłem. Z Łosia (bo tak się odmienia) wyruszały w całą Europę wozy wyładowane mazią, którą smarowano osie kół wozów. Potem dodali do swoich wyrobów smar i inne wyroby z nafty, której w okolicy było pod dostatkiem.

A jak już przy nafcie jesteśmy, to dobrze (zwłaszcza przy niepogodzie) odwiedzić także Gorlice, w których jest Muzeum im. Ignacego Łukasiewicza i ekspozycja poświęcona przemysłowi naftowemu, który rozwinął się na tych ziemiach w XIX w. Łukasiewicza znacie, prawda? Wynalazł on lampę naftową. W Gorlicach stanęła pierwsza na świecie (!) lampa uliczna zasilana właśnie naftą. A okoliczne wioski stały się zagłębiem przemysłu naftowego, powstały tu kopalnie m.in. w Bóbrce, którą dzisiaj można zwiedzać (także w niepogodę).

Na pobliskiej Słowacji

My obieramy jeszcze inny kierunek – zagranicę! Region ten jest przecież regionem przygranicznym i do Słowacji jest rzut beretem. A niedaleki Bardejów ma starówkę wpisanę na listę UNESCO (i słusznie!). Podłużny rynek z rzędem domów, radnicą na środku i bazyliką na południowym końcu jest naprawdę ładny! Osobiście nie pałam miłością do Słowacji, ale Bardejów pozytywnie mnie zaskoczył. I pomyśleć, że wcześniej przejeżdżałem tędy parę razy i nigdy nie wstąpiłem. Nie popełnijcie tego błędu!

BardejówBardejówBardejów na Słowacji

Szlakiem cmentarzy wojennych

Wracając z Bardejowa, jedziemy drogą przez Konieczną z dość ciekawą drewnianą cerkwią. Przez Gładyszów (z także ciekawą cerkwią), aż droga prowadząca do Gorlic zaczyna się wić i pnąć pod górę. W miejscu zwanym Przełęczą Małastowską przycupnął niewielki cmentarzyk z okresu I Wojny Światowej.

Dla niewtajemniczonych – przez Gorlice i okolice przebiegał front wschodni. Odbyła się tu też jedna z największych bitew, przełamująca front – Bitwa Gorlicka. “Pamiątką” po tych wydarzeniach pozostały cmentarze wojenne, których jest mnóstwo od Tarnowa, po granicę. Niektóre z nich pięknie położone i zaprojektowane tak, aby wpisywały się w krajobraz. Niektóre wyjątkowe z tego względu, że pochowano na nich żołnierzy walczących po przeciwnych stronach. No ale ta historia także zasługuje na osobny post, który może kiedyś się tutaj pojawi.

Z Przełęczy Małastowskiej można skręcić w drogę, która prowadzi do kolejnych ukrytych, łemkowskich wsi – Nowicy i Przysłupia. My jednak wracamy już do Wysowej, gdzie nocujemy. Przypominam, że jest zimno i pada śnieg 🙂

Cmentarz wojenny na Przełęczy MałastowskiejCmentarz wojenny nr 60 na Przełęczy Małastowskiej

A sama Wysowa? Oprócz wspomnianej już cerkwi (zamkniętej) i równie drewnianego kościółka katolickiego (także zamknięty!), w centrum miejscowości znajduje się park zdrojowy – na spacery dla kuracjuszy i na smakowanie tutejszych wód mineralnych. W centrum znajdują się też brzydkie bloki mieszkalne, a wzgórze obrzydza fatalny gmach sanatorium. No ale to już urok polskich uzdrowisk… a w zasadzie wszystkich miejscowości. Ale to także temat na osobny post przecież!

Park zdrojowy w Wysowej-ZdrójPark zdrojowy w Wysowej-ZdrójPark zdrojowy w Wysowej-Zdrój
Beskid Niski

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.