Dolina Śmierci
Dolina Śmierci. Byłem kiedyś w pobliżu, ale, że sama nazwa nie zachęca do odwiedzin, a byłem sam – spasowałem. – Nie bez powodu ją tak nazwali – rzekł mi tubylec polecając inne miejsca. Na całe szczęście, niedługo później dane mi tu było wrócić i to słynne miejsce zobaczyć na własne oczy. Na szczęście, bo jest na co patrzeć!
Już sam początek podróży dał poczucie znalezienia się w amerykańskim filmie. Zatrzymaliśmy się w pobliskiej miejscowości Pahrump na nocleg. To miejsce składające się z jednorodzinnych domów rozsianych po pustyni Mojave. Choć niektóre “posiadłości” można po prostu nazwać barakami…
Jak na western przystało, spotkaliśmy zarówno Indian sprzedających cokolwiek na lokalnym straganie, odzianych w skóry harleyowców, jak i zwichrowanego na punkcie bezpieczeństwa byłego ochroniarza, który swój dom okablował i okamerował co najmniej jak CIA i FBI razem wzięte. Do tego doszła przygoda z gwoździem w oponie i wizyta u lokalnego mechanika w zakładzie prosto z filmu. Naprawa poszła w miarę sprawnie i wkrótce już byliśmy na rogatkach jednego z największych parków narodowych USA.
Zabriskie Point
Oczywiście zależy którędy do Doliny Śmierci wjedziecie, ale duże prawdopodobieństwo, że pierwszym punktem zwiedzania będzie Zabriskie Point. To punkt widokowy, który jak na amerykańskie parki narodowe przystało ma obszerny parking i toaletę. Jednakże główną atrakcją są niezwykłe formacje skalne na tle majaczących w oddali wysokich szczytów.
Gdy wpiszecie w Google nazwę Dolina Śmierci, z dużą dozą prawdopodobieństwa otrzymacie fotografie wykonane właśnie z Zabriskie Point. Malowniczo głównie o wschodzie słońca… jak komuś chce się wstać.
Najgorętsze miejsce na ziemi
Jak większość tutejszych parków, Park Narodowy Doliny Śmierci jest świetnie zorganizowany. Do najciekawszych punktów poprowadzone są dobrze utrzymane drogi, wszystko jest świetnie opisane, a wszelkich informacji udzielają rangersi w odpowiednich punktach informacyjnych.
Jednym z takich punktów jest Furnace Creek Visitor’s Center. Dostaniecie tutaj mapę parku, kupicie pamiątki oraz zobaczycie termometr, który upamiętnia najwyższą temperaturę odnotowaną na świecie. To 56,7 stopni Celsjusza! Nie bez powodu miejsce nazwano “furnace” co oznacza po prostu piec.
Tutaj też znajdziecie znaki informujące o tym, że znajdujecie się na poziomie morza. A jadąc wyznaczonym szlakiem na południe będzie już tylko… niżej.
Najniższy punkt Ameryki Północnej
Tak, tak. Miejsce zwane Badwater Basin to najniżej położony punkt w Stanach Zjednoczonych i całej Ameryce Północnej. Znajduje się na poziomie 282 stopy (czyli 86 metrów) poniżej poziomu morza.
Jednak nie tylko ten rekord sprawia, że Badwater jest jednym z głównych punktów zwiedzania Doliny Śmierci. Dawno, dawno temu było to wielkie jezioro, które przez wieki parowało zostawiając po sobie sporo soli, której kryształki układają się w kształty geometryczne. Gdzieniegdzie zalega woda, w której można przejrzeć się jak w lustrze. Całość tworzy niezwykły spektakl, którego naprawdę – nie można przegapić.
Grając z diabłem w golfa
Po drodze do Badwater z Furnace Creek zahaczamy jeszcze o punkt nazwany Devil’s Golfcourse, czyli polem golfowym diabła. Niewątpliwie, tworzący mapę Doliny Śmierci byli niezwykle kreatywni. Ziemia tutaj jest rzeczywiście przeorana jakby przejechał tędy olbrzymi pług… albo diabeł grał w golfa. A skoro już Dolina Śmierci, to diabeł pasuje lepiej.
Przy okazji powiem wam jak nazywają się pobliskie szczyty… To Funeral, czyli “pogrzeb” oraz Coffin, czyli “trumna”. Mówiłem, że ktoś miał fantazję?
Paleta artystów
Fantazję miała też natura tworząc kolejną “atrakcję” Doliny Śmierci. Artists Pallette (czyli “paleta artystów”) to zespół skał jakby pomazanych kolorowymi farbami. W pustynnym krajobrazie naprawdę wygląda to jakby ktoś celowo wziął i pomalował krajobraz. Tymczasem to tylko natura wzięła tlenki i chlorki i postanowiła ponownie zadziwić człowieka.
Do tego niezwykłego miejsca dojedziecie jednokierunkową drogą nazwaną Artists Pallette Scenic Loop. Gwarantuję, że po drodze zatrzymacie się przynajmniej parę razy!
Wyjątkowo Złoty Kanion
I tak jadąc i zatrzymując się, jadąc i zatrzymując się… mija nam cały dzień, a słońce chyli się ku zachodowi. Jeszcze rzutem na taśmę zaglądamy do Złotego Kanionu (Golden Canyon), żeby podziwiać rzeczywiście złote skały. A są jeszcze bardziej złote, bo światło zachodzącego słońca właśnie tak je oświetla. A po zachodzie robi się ciemno. Bardzo ciemno. Przecież w okolicy nie ma żadnego większego źródła światła. To sprawia, że Dolina Śmierci jest jednym z najlepszych na świecie miejsc do obserwowania gwiazd. My niestety nie mamy tyle czasu, musimy zmykać dalej, ale ja już wiem, że do Doliny Śmierci wrócę – choćbym w okolicy był sam – nie zawaham się!
I wtedy zobaczę jeszcze parę ciekawych miejsc, które polecają lokalni rangersi – Dante’s View, czyli wysoko położony punkt widokowy czy Mesquite Flat Sand Dunes. Tymczasem jedziemy już na zachód, w stronę gór Sierra Nevada…